Stuk puk....
Dzisiaj zacznę tak troszkę nudnawo, bo wczorajszej nocy prawie nie przespałam. Nie wiem dlaczego Myszka mała uparła się, że będzie spała z moja ręką...Położyłam się do łóżeczka swojego, obok schorowanego Myka- nie wiadomo co to się przyplątało do niego- choroba jakaś czy stres pracowniczy? Myk się wiercił, wstawał, chodził.. Ja próbowałam zasnąć, mała Myszka się obudziła, to ja nie wstając ze swojego cieplutkiego łóżeczka pogłaskałam ją przez szczebelki jej łóżeczka po pleckach i zasnęła, a ja prawie zasypiałam, to zabrałam sobie moją rękę z jej łóżeczka. Nagle płacz, to ja znowu ją głaskałam po pleckach, zasnęła, to ja zabieram swoją rękę...Płacz i tak do rana... Znowu poranek, kanapki, szykowanie Myszki do przedszkolaka... herbatka, śniadanko... Myk duży zrobił akcję: choroba!!!! Telefony po lekarzach, do rodziców, do pracy....Szybka decyzja- zostaję w domku z Myszkami a Myk do lekarza.Tak sobie mijał dzień..... Trochę sprzątania, zabawy....
Wieczorem nadeszła chwila upragniona.... Chwila na głupotki... Myszowa rodzina śpi....
To teraz mogę pokazać dzisiejsze 'wypociny'.
Powstała czarna bombeczka z białymi reniferkami... Ta bombeczka ma w brzuszku tylko 46 cm.
Powstała też orzeszkowo reniferowo łosiowa rodzinka... trochę jak nasza...
A trochę leśna... Na zrobienie takiej rodzinki zużyłam 50 orzeszków ziemnych w łupince, odrobinkę brązowej i czarnej farbki chromo, filc niebieski na noski, złotawą wstążeczkę i nitki jako kokardki łosiowe ;)
Jutro będę kończyć zaczęty już projekt. Powiem tylko, że też trochę reniferkowo będzie!
Buziaczki!
Ps. Chaga, przepraszam za opóźnienie.... :(





































